Brian Eno vs. muzyka generatywna

Artykuły
Brian Eno to artysta, który bryluje w tak szerokim spektrum działań związanych z muzyką, że naprawdę trudno wszystkie z nich wymienić, aby na śmierć nie zanudzić czytelnika. Brytyjczyk był wpływowym członkiem Roxy Music, współpracował z Nico, Davidem Bowie, Luciano Pavarottim, odniósł spektakularny komercyjny sukces będąc producentem Talking Heads, U2, czy ostatecznie Coldplay. Angażując się w tak wiele projektów nie zapomniał o działaności pod swoim szyldem, jako Brian Eno rozbudował idee Satie, przekształcając „muzykę mebli” w ambient, sprzedając ten wówczas wąski kawałek twórczości szerszej publice. Eno zapisał się na kartach muzyki nie tylko jako muzyk-praktyk i producent, lecz zarówno jako wizjoner, który określił nowe spojrzenie na relacje odbiorcy z twórcą, jak i samej muzyki z odbiorcą. Muzyka generatywna, to termin który doczekał się prezentacji w 1996 roku na Imagination Conference, gdzie Brian wraz z Laurie Anderson i Spikiem Lee był kluczową postacią na mównicy. Czym jest tytułowy termin i jak go rozumieć? 

 

Dobrym wprowadzeniem do tematu jest eksperymentalny utwór „It’s gonna rain” (tu) Steve’a Reicha, w którym zastosowano bardzo prosty mechanizm, dający szalenie złożony efekt. Reich zapętlił głos pastora mówiącego „it’s gonna rain” i odtworzył go na dwóch urządzeniach w tym samym czasie. Ze względu na nieprecyzyjność tempa odtwarzanego zwrotu, dźwięk z obydwu urządzeń zaczął nachodzić na siebie, zbiegać się, zaczynał brzmieć jak echo a po kilku minutach,  tworzyć nowe, niepodobne do niczego formy.

 

Brian uważał za fascynującą prostotę tego mechanizmu, zauważając, że nasz mózg przystosowuje się do dźwięku, tak jak nasze oczy do obrazu, jeśli obserwujemy go dostatecznie często lub długo, w efekcie czego zaczynamy dostrzegać tylko zmiany. Po chwili skupiamy się tylko na świeżo wygenerowanych formach, detalach,  dostrzegamy ich więcej i więcej. „If you know how the piece is made, what you become aware of is that you are getting a huge amount of material and experience from a very, very simple starting point.”

 

Eno wielokrotnie wspominał, że podczas tworzenia prawie całej swojej muzyki ambientowej, silnie opierał się na percepcji i często to ona grała główne skrzypce w odbiorze muzyki, a nie fizyczne aspekty utworu. Mając pod ręką „It’s gonna rain” o wiele łatwiej to zrozumieć, Brian myślał o sobie jako o kompozytorze, który pracuje tworząc system oparty na konkretnych zasadach, lecz to odbiorca de facto jest odpowiedzialny za ostateczny rezultat - który stanowi utwór. Kluczowe jest odejście od idei kompozytora jako osoby odpowiedzialnej za kompletny obraz. Ten drobny dystans,  może otworzyć cały wszechświat nieznanych dotąd możliwości, zarówno dla twórców jak i odbiorców.

 

Jeszcze sto lat temu ludzie nigdy nie słyszeli tej samej muzyki dwa razy -  z oczywistych względów technicznych nie było to możliwe. W dzisiejszych czasach, kiedy mamy komfort nagrania, możemy sobie pozwolić na odtwarzanie muzyki zawsze i wszędzie, lecz zawsze to jest to samo. Potęgą muzyki generatywnej jest jej ulotność, płynność i absolutna oryginalność. Opisując tak subtelne zagadnienie, warto ciągle odnosić się do pierwotnej idei jej mecenasa - muzyka w klasycznym ujęciu, podobnie jak klasyczna architektura i wiele innych klasycznych form, z góry określa podmiot, a następnie go buduje. Muzyka generatywna tego nie robi, określa zestaw zasad, a następnie pozwala im to zrobić, muzyka generatywna wymyka się spod kontroli, natomiast muzyka klasyczna jest pod kontrolą. Wiele osób być może stosuje zasady tej idei w swoim życiu, nie mając o tym pojęcia. To może być naturalne, lecz znajomość zasad z pewnością ułatwia sprawę.

 

Brian Eno poszedł nawet o krok dalej, rozwijając idee do granic jej istoty. Czerpiąc garściami z tego co dzisiaj oferuje nam technologia współtworzył szereg aplikacji oddając nam, odbiorcom stery jeszcze wyraźniej. Album „Reflection” powstał również w formie programu na smartphona, który zawiera tylko podstawowe mechanizmy budowy prawie godzinnego utworu, który stanowi całą zawartość „Reflection”. Powyższy utwór raz puszczony może trwać w nieskończoność, przybierając z czasem coraz bardziej złożone struktury. Bloom z kolei to aplikacja gdzie za pomocą stukania w kolorowe okręgi sterujemy dźwiękiem, wzbogacając go o nowe formy względem wyjściowej, ambientowej muzyki. To tylko dwa produkty z kilku które powstały. 

 

Ciągłe prace związane z wprowadzaniem tej fascynującej idei w życie, to dowód wielkiej odwagi Eno, to przesunięcie zaszczytu wykonania arcydzieła, na „gdzieś pomiędzy”, w relacji artysty z odbiorcą, gdzie do tej pory artyści mieli na ten zaszczyt monopol. Muzyka generatywna wymaga czasu, uwagi, ciekawości i akceptacji utraty kontroli. To jedna z tych idei, które trudno sprzedać, a jeszcze trudniej w pełni zastosować tak, aby zamysł został w pełni zrozumiały. Kto wie, może Brian Eno za kolejne 100 lat zapamiętany zostanie wyraźniej jako wielki wizjoner, niż genialny muzyk.
Autor:

Bartek Janisz