Instrumentarium obiektów

Artykuły

Utarło się już trochę dzielenie muzyki na poważną i rozrywkową. Taki dualizm jest jednak mocno nieścisły i to zarówno od strony terminilogicznej jak i ideowej. Jestem nawet w stanie zrozumieć takie uproszczone rozróżnienie, ma ono swoją zasadność, chociażby historyczną. Nie umiem jednak zgodzić się na funkcjonowanie w muzyce dwóch osobnych światów, które nawet obecnie przedzielone są w kulturze niepotrzebnym murem. Istnieją dwa obozy, jeden z drugim naturalnie się przenika, ale jeden drugim niezbyt otwarcie się interesuje. Warto spojrzeć na muzykę szerzej, bez zbyt ogólnych podziałów. W tym oraz kilku następnych artykułach postaram się pokazać, że naprawdę ciekawe rzeczy działy i dzieją się niezależnie od przypisanej kategorii.

 
Cykl otworzy gra na przedmiotach codziennego użytku. Bo co, może nie da się na nich grać? Wszak każdy obiekt, gdy weń uderzymy wyda z siebie jakiś tam dźwięk. Czy to oznacza, że cały świat to ogromny zestaw perkusyjny? Za takim małym, stworzonym z garnków i rondli, zasiadł chyba każdy będąc dzieckiem. Okazuje się jednak, że tego typu działania to wcale nie taka dziecinada, a poważne eksperymenty zmieniające nasze postrzeganie istoty muzyki.

 

 

Podobno już Henry Cowell, bardzo innowacyjny amerykański kompozytor, namawiał swoich studentów, w tym Johna Cage’a, do szukania instrumentów na wysypiskach śmieci. Nie ma jednak śladów takowych poszukiwań, być może dlatego, że musiało odbywać się to w latach 30. kiedy nawet tradycyjnie rozumiana perkusja była wciąż w trakcie emancypacji. Po II WŚ, gdy zaczynała rozwijać się muzyka na taśmę, o temat tego artykułu zahaczył niejaki Pierre Schaeffer. W 1948 roku zaprezentował on w ramach audycji radiowej swoje Études de bruits, cykl krótkich utworów na taśmę włączających do pojęcia muzyki dźwięki wcześniej uznawane tylko za tytułowe hałasy. Pojawia się etiuda na tourniquets, czyli kręcące się zabawki oraz zamykająca całość Etiuda patetyczna na mowę, kaszel, harmonijkę, pianino oraz rondle, patelnie, brytfanki. Wszystko składa się na zupełnie sensowną, a nawet rytmiczną całość.
 


 

 
Trzeba w tym miejscu wspomnieć rok 1963 i Franka Zappę grającego na rowerze. Co więcej, prezentacji muzyki na taki właśnie instrument dokonał w popularnym, rozrywkowym programie telewizyjnym. Nie da się ukryć, że robił tam za zabawną ciekawostkę, a nawet zwyczajny żart. Podczas gdy prowadzący co wypowiedź wesoło dowcipkuje na temat pomysłu Zappy, a widownia nie przestaje praktycznie pękać ze śmiechu, 23-letni wówczas muzyk zupełnie na serio opowiada o swoim wynalazku. Pokazuje jak wiele różnych brzmień można wydobyć z roweru, czy to smyczkiem, czy pałeczką perkusyjną, a nawet własnymi dłońmi grając na szprychach jak na harfie. Na koniec grany jest nawet częściowo improwizowany utwór na taśmę, zespół muzyczny oraz bicyklowy duet. 
 

 
Zbliżając się do czasów nam bliższym trzeba zwrócić uwagę na popularność samplowania ,,z natury’’ oraz field recordingu w muzyce elektronicznej. Temat wyjątkowo poważnie traktuje Jacques. Francuz zdaje się dorabiać do tego całą ideologię, w dodatku połączoną z zainteresowaniem myślą Dalekiego Wschodu. Tytuły takie jak L’incroyable vie des choses (Niesamowite życie rzeczy) czy Tout est magnifique (Wszystko jest wspaniałe) określają sprawę jasno: muzyka płynie zewsząd. Jej źródłem nie muszą być wcale tylko tradycyjnie pojmowane instrumenty, ograniczanie się do nich to spore marnotrawstwo w obliczu feerii dźwięków pochodzących od przedmiotów dookoła nas. Czego ten Jacques nie sampluje! Z poszczególnych, trochę może wyretuszowanych próbek komponuje całe utwory, w ubiegłym roku wydał już album. Pracuje też na materiale surowym, pobierając sample na gorąco podczas wystąpień na żywo. Poprzez sampler i looper umiejscawia wszystko w ciekawą i taneczną materię.
  

 

Za zdjęcie tytułowe posłużył kadr z obskurnego ale i kultowego filmu surrealistycznego Eden i później. Przedstawia scenę koncertu pogrzebowego wykonywanego m.in. na tacach, talerzach, filiżance. Ciężko stwierdzić czy pomysł na tę kompozycję należy przypisać reżyserowi (Alain Robbe-Grillet) czy twórcy ścieżki dźwiękowej (Michel Fano), niemniej jednak zainspirowała mnie ona do podjęcia tematu. Do posłuchania i obejrzenia tutaj, od 13:04 - LINK.

Autor:

Marta Konieczna