Interpretacje – PRZEMOC

Interpetacje
Podobno muzyka zaczyna się tam, gdzie brak już słów na wyrażenie czegoś. Wychodzi więc na to, że muzyka jest słowom nadrzędna, a co gdyby tę sytuację odwrócić? W naszym cyklu INTERPRETACJE wrzucać będziemy wybrane przez siebie albumy na orbity mknące dookoła jednego, wybranego na dany tydzień hasła. Kierować będziemy się odczuciami, skojarzeniami, sami jeszcze zobaczymy czym. Cykl kontynuuje słowo-klucz PRZEMOC. Zapraszamy do lektury!

 


 

︎ Filip Preis

 

Pan Daijing – Lack

 


 

Walka z samym sobą, próby przezwyciężania siebie, ciągła szarpanina, balansowanie na granicy fizyczności – tym właśnie jest dla mnie „Lack” autorstwa Pan Daijing. W utworach na tym albumie zdaje się być zawarty niekończący się pojedynek artystki z rzeczami, których nigdy nie przezwycięży. To syzyfowe wtaczanie głazu na szczyt góry jest tutaj niezwykle widoczne – w ciągle narastających i cichnących dźwiękach, w ciężarze basu, w niewytłumaczalnej enigmatyczności niektórych dźwięków. Daijing bezdyskusyjnie wciąga nas w ten bezcielesny konflikt jaźni, który mutuje się w coś prawie że namacalnego. Wizualizuje się agresywna wymiana gestów, w powietrzu  elektryczność, dźwięk nagrzewa się do czerwoności.  Jednak to nie wszystko. Ta mnogość wrażeń okraszona jest jakąś niezwykle specyficzną tajemnicą z pogranicza mitycznych legend czy przypowieści. Zawroty głowy od pulsujących sekwencji, mięsiste struktury przytłaczają. „Lack” jest siniakiem, w który wciąż i wciąż się uderzamy. I brak w tym wszystkim masochizmu – jest to czysty brak możliwości przezwyciężenia osoby, którą jest się w stanie w pełni kontrolować.

 


 

︎ Filip Skirtun

Bodychoke - Cold River Songs

 


 

Śmiertelna siła spod znaku Bodychoke to nie podwórkowa przemoc. To już także raczej nie osiedlowy gang, raczej przestępczość zorganizowana. Na szczęście dla nas: to jedynie na scenie, chociaż - kto wie...Historie snute gitarą, która chyba już utraciła swój pierwotny charakter, arktycznie zimną gitarą, wrzaskiem i wyśmienicie ciężkimi fillami perkusisty kapeli. Historie pełne znęcania się nad drugim człowiekiem, dominowania go i maltretowania na różne możliwe sposoby.  Tznie, gnie i łamie stal, niczym nożyce do metalu. Nie czujcie się zaproszeni, ale jeżeli potrzebujecie dreszczy, to rzućcie uchem. Wbrew pozorom nie zostanie ono wam ani nad-, ani odgryzione.

 


 

︎ Marta Konieczna

Stalaggh/Gulaggh - Vorkuta

 


 

Szczerze mówiąc, tych Interpretacji się obawiałam. Sztuka nigdy nie promuje zła. Nie może też więc gloryfikować przemocy. Ale może o niej opowiadać, przedstawiać ją. I przecież tak często to robi. W czasem prosty, a czasem powikłany sposób musimy chyba tłumaczyć sobie istniejące i wyrządzone krzywdy. Poprzez owijanie ich w woal metafor, alegorii i niedopowiedzeń powstało mnóstwo wspaniałych i poruszających dzieł. A jednak czasem o niektórych sprawach nie da się mówić inaczej jak cedząc wprost statystyki, suche opisy faktów. Jak po prostu krzycząc. Takie okrzyki i zawodzenia członkowie projektu zebrali od grupy kobiet i dzieci, które doświadczyły wiele, zdecydowanie zbyt wiele okrucieństwa i przemocy. Sama treść czy właśnie czysta forma? Ogołocone ze wszelkich eufemizów udręka i ból. To te pierwiastki odnajdziemy na powyższym albumie, którego nigdy nie byłam w stanie w całości posłuchać.

 


 

︎ Patryk Wojciechowski 

 

Orphx – Radiotherapy

 


 

Orphx to duet z Kanady tworzący brutalnie bezpośrednie industrial techno. Co ciekawe, swoją muzyczną działalność rozpoczynali od zabaw z noisem i dopiero z czasem zaczęli odbijać bardziej w stronę okołotechnowych brzmień. Kolejną ciekawostką jest to, że Christine i Rich'a łączyła nie tylko muzyczna działalnośc bowiem byli oni również partnerami życiowymi. Tworzą od 1993 po dziś i mimo tego, że w międzyczasie zdążyli się rozstać, nie wpłynęło to na ich sferę zawodową i dalej wspólnie koncertują. Ich występy live to coś, co trzeba koniecznie przeżyć samemu. To muzyka, która wyzwala katharsis generując specyficzną energię. Dronująca, ze sprężystymi stopami i nieustannie ewoluującymi liniami bassu. Przemoc to mocne słowo, ale słuchając ich występu odczuwałem chwilami napływającą falę przytłaczających dźwięków, które kontrolowały ruchy mojego ciała i nie pozwalały mi zastygnąć w bezruchu. 

 


 

︎ Karolina Kobielusz

 

FLAUTA / SYNERGIA / ORAMICS / INTRUDER ALERT 

 


 

Dziś sprowadzę temat na drogę prowadzącą w przeciwnym kierunku. Nie opiszę płyty, konkretnego artysty, a polskie inicjatywy. 

 

Atmosfera konfliktu nieustannie rozrasta się na wielu innych płaszczyznach, poprzez gest czy słowo mniej lub bardziej dotyka każdego z nas. Są jednak ludzie, których przemoc ta dotknęła w niewiarygodnie dużej skali. O ile można w tym przypadku mówić o jakiejkolwiek skali… Nie zgadzam się na niezawinione cierpienie ludzi w każdym wymiarze. Stanowczo nie zgadzają się na to również artyści wizualni i muzycy, czego skutkiem było powołanie do istnienia takich inicjatyw jak m.in. FLAUTA, SYNERGIA czy ORAMICS. Warto również  pochylić się nad pomysłem kolektywu Intruder Alert - cały dochód ze sprzedaży wydawnictwa „Larum” przekazany został na rzecz Centrum Praw Kobiet – polskiej organizacji, której misją jest działanie na rzecz równego statusu kobiet i mężczyzn w życiu publicznym oraz w rodzinie. W tych przypadkach pomoc uchodźcom, kobietom, ludziom zagrożonym z powodu odmienności etnicznej, dzięki dźwiękom mocno rozbrzmiewa, ich echo ma coraz większy zasięg, a zjawisko coraz bardziej zaznacza się w muzycznej kulturze. Wydarzenia organizowane przez powyższe kolektywy przez dobrą, różnorodną muzykę i przyjazną każdemu atmosferę przyczyniają się nie tylko do poszerzania muzycznych horyzontów i koegzystencji bywalców, ale do osiągnięcia wzniosłego celu: szerzenia dobra i czynnej pomocy potrzebującym, której skutki naprawdę będą dostrzegalne. Czuję, że na naszych oczach rodzi się nadzieja, która pozwala wierzyć w lepszy świat. 

Grafia:

SANDRA SYGUR