Matt Elliott, czyli jak być bardem d’n’b?

Artykuły
Na przestrzeni najbliższych miesięcy Matt Elliott odwiedzi (nawiedzi?) Polskę.
 
Byłoby grzechem przegapić taką okazję do naszkicowania, pokrótce, artystycznej sylwetki naszego brytyjskiego barda.
 
Przez chwilę współtwórca świetnego lo-fi Flying Saucer Attack, patrząc dalej w czasie – choćby producent pięknych płyt Hood, a także jeden z twórców This Immortal Coil. Ale chyba przede wszystkim – autor fantastycznej fuzji d'n'b z abstrakcyjną muzyką gitarową. Mowa oczywiście o The Third Eye Foundation, które może na pierwszy rzut oka budzić spory dysonans poznawczy osób, które najpierw zderzyły się z folkowym, zupełnie innym, Elliottem.  Tylko... jak wyjaśnić taką woltę stylistyczną? Zwróciwszy uwagę na parę faktów, być może temat sam się wyjaśni!
 
Pewną wskazówką dla nas będą słowa z wywiadu dla Noise Magazine (#7, luty 2016):

„Nadal uwielbiam Dicka. W okresie dorastania [...] otaczała mnie głównie literatura rosyjska [...]”

Jak dla mnie - tłumaczy to naprawdę sporo. To, plus brytyjski rodowód, z całym brytyjskim, przyciężkawym i makabrycznym, poczuciem humoru. Przyznam, że jest to kombinacja bardzo bogata: amerykańskie sci-fi złożone do kupy z absurdem brytoli i rosyjską literaturą brzmi jak świetny koktajl, taki do popijania w chwilach obrazy na świat, być może śmiertelnej. Tudzież jak jakiś materiał do picia... w barze przypominającym ten z Drinking Songs.
 
Tak, wzięcie tego pod uwagę rzuca sporo światła na sprawę: bowiem gdzie by duchem było tak blisko tym wszystkim przeklętym i fantastycznie przewlekanym harmoniom wokalnym Kurska (które równie porażająco brzmią na żywo – błagam was, zabierzcie to stoisko z alkoholem!), jak nie do wnikliwie przeplecionych ze sobą partii gitarowych z Semtexu? Półironiczna i zarazem śmiertelnie poważna melancholia solowych płyt Elliotta, zestawiona z miejscami wręcz groteskowo hałaśliwym d'n'b z TTEF-u. Brzmi sensownie?  Myślę, że tak. Być może po prostu Matt zauważył parę ciekawych paralel między folkiem, szugazą, zwichrowanym d'n'b i po prostu pragnął nam pokazać, że tak w zasadzie to chodzi o to sam--- nie, stop!
 
... zaraz, właśnie, wcale nie chodzi o to samo, bo gdyby tak było, to raczej mielibyśmy jednego Elliotta, który nie wraca do swego poprzedniego wcielenia. Zamiast wyciągania tak pochopnych wniosków, chyba bardziej na miejscu byłoby zrobić coś innego. Może powinniśmy pochylić się nad jego ciemnym, intymnym teatrem, czasem może kabaretem przeklętych postaci. Raz zawiesić uwagę na dramatach aktorów, jasno błyszczących na skąpych tłach, a innym razem: na to, dlaczego rozbłyskują one aż tak mocno - czy mrok bezlitosnych i karkołomnych pętli perkusyjnych brzmi jak powód? Jak dla mnie - tak!
 
Jeśli twórczość muzyka jest Wam znana, to was nie zaskoczę. Jeśli nie: łyknijcie Only Myocardial Infarction May Break Your Heart niczym kilka mocnych, i zderzcie je z Semtexem, albo, może nawet bardziej kontrastowo, z Ghost. Przejrzyjcie Howling Songs i Failed Songs. Może uderzcie w całkiem jeszcze świeże The Dark. Wierzcie mi - zdecydowanie warto. Hm, czyżbym słyszał głosy pełne rezygnacji?
 
Ach, pytacie – "gdzież się podziało Drinking Songs, mój dramatyzujący kompanie?". Istotnie, brak Drinking Songs byłby rzeczą nieodżałowaną, ale to wszystko zaplanowane. Chyba nie myślicie, że ominąłbym album z tak znakomitą okładką? Cóż, nie dam Wam klarownej odpowiedzi, ale tam chyba właśnie leży klucz do naszego dzisiejszego barda d'n'b, ostateczny dowód, że Elliott & TTEF to jedna i ta sama postać, ale w dwóch odmiennych odsłonach, ale jednak jedna. Tak - jedna, lecz rozdarta...
 
Okrutne piękno The Maid we Messed - właśnie zamykacza z Drinking Songs - to kontrast prześlicznych, a charakterystycznych już dla Elliotta "nowego", aranżacji, z estetyką TTEF. To coś w stylu rozpracowywania psychiki wielokrotnego mordercy, z zachowaniem wszystkich brudnych detali i oglądaniem materiałów dowodowych - ha, nawet pasuje, Elliott to samozwańczy fascynat psychologii! Niby mamy i brudek TTEF, i wpływy bałkańskiego folku, a także muzyki współczesnej, a to wszystko w ramach jednej kompozycji... I mimo to Matt nadal gra podwójne sety. Dlaczego? To chyba proste: można mieć kompromis w pigułce, ale... po co? Myślę, że Elliott zupełnie świadomie zestawia nam dwa swoje, tak różne i tak podobne zarazem, światy, przy okazji zachęcając do szukania paralel. Kto wie: być może nie tylko w muzyce?

Wspominałem o poprzednich koncertach, należy się więc słowo wyjaśnienia: otóż tym razem Matt zagra repertuar solowy, w przeciwieństwie do setów solo+TTEF sprzed dwóch lat. Będzie intymnie i bardzo lirycznie, chociaż na pewno nie jedynie. Jak będzie całościowo: przekonamy się w swoim czasie!
 
Gdzie spodziewamy się Elliotta?

 

  • 15.05.2018 - POZNAN @Las

  • 16.05.2018 - WARSZAWA @Pogłos

  • 17.05.2018 - KRAKÓW @Piękny Pies

  • 18.05.2018 - CHEŁMEK @MOKSiR Chełmek

  • 19.05.2018 - WROCŁAW @Awaria Prądu

Rzuca światło na sylwetkę:

Filip Skirtun