„O zasadach/o ich braku” – rozmowa z Kristen

Wywiady
Kristen zwieńczył niemiecko-polski maraton koncertowy we wrocławskiej Prozie. Wielką stratą byłoby przepuszczenie takiej okazji do rozmowy. Wywiad przerodził się w analizę.
 
 
Progrefonik: Słuchając Waszej twórczości lub oglądając występ na żywo, nie sposób odnieść wrażenie, że ta muzyka żyje i nie opiera się jedynie na dokładnym odtwarzaniu pieczołowicie przygotowanych aranżacji. Zachowujecie spójność przekazu, ale również budujecie przestrzeń. Wierzycie sobie nawzajem i swojej intuicji czy ktoś z zespołu nad wszystkim panuje i ma ostatnie zdanie?
 
Michał Biela: Obecnie wygląda to tak, że wszyscy w czwórkę decydujemy o tym co się dzieje. Rzeczy które gramy na żywo w większości powstają w wyniku spontanicznych pomysłów, które pojawiają się na próbie. Czasem ktoś z zespołu przedstawia szczątkowy pomysł i wszyscy zaczynamy go grać.  Jeśli dobrze brzmi to ciągniemy go dalej.
 
P: Czyli generalnie w zespole panuje równy rozkład sił?
 
Michał: Mam nadzieję. Z doświadczenia wiem, że najlepiej jest kiedy nikt nic nikomu nie mówi specjalnie, choć czasami o tym zapominam. Wierzymy, że z czasem wszystko się ułoży i każdy wie jak grać, i co ma robić. Nawet jeżeli pewne motywy są zaskakujące lub dziwne, to  z czasem okazuje się, że to jest właśnie najlepsza droga – każdy robi to co uważa za stosowne. Najważniejsze, aby: każdy się dobrze czuł, czuł to co gra i nie narzucał innym swoich pomysłów. W tej formule nasza praca sprawdza się idealnie.
Maciej Bączyk: Problem polega na tym, że musi być zachowany balans pomiędzy skrajnymi założeniami – pełną demokracją, swobodą, a dyscypliną i pewnym konkretem. Bo jeśli już decydujesz się wejść do studia ze swoim materiałem, to nie chcesz się rozczarować po dwóch dniach, nagrywać i czuć, że jednak nic się nie klei.
 
P: Tak więc nie ma u was sytuacji, że członek zespołu przychodzi na próbę i mówi: „dziś robimy mój utwór!”?
 
Michał: Nie, prawie nigdy tak nie robiliśmy. Wcześniej ja chciałem, żeby utwory miały bardziej strukturę piosenki niż „smugi”. Od kiedy gramy we czwórkę, przekonaliśmy się, że najlepiej nam to wychodzi, gdy jest oparte na prostym pomyśle. Każdy wprowadza swoje niuanse i detale, więc jest wrażenie, że cały czas coś się dzieje i jest interesująco. Nie trzeba tworzyć skomplikowanych struktur, aby chciało się tego słuchać.
 
P: Podczas pracy nad albumem, zakładacie na początku jakie będzie jego finalne brzmienie?
 
Michał: My praktycznie nie wiemy jak będzie on brzmieć do momentu miksów. W przypadku ostatnich dwóch płyt nie wiedzieliśmy nawet jakie utwory będą na sesji nagraniowej, nie zakładaliśmy jak dokładnie chcemy je zagrać. Czasem pojawiał się pomysł tydzień przed sesją i został on dołączony do albumu. Dopiero kiedy album jest nagrany zaczynamy go „widzieć” z pewnej odległości. Wybieramy jaka kolejność utworów jest najlepsza i jaka jest jego myśl przewodnia, ale wcześniej tej myśli nie ma. Może każdy ma jakieś przeczucia, lecz one z reguły są inne i efekt końcowy jest dla nas delikatnym zaskoczeniem.
Maciej: Celowo nie chcemy zużywać tych utworów przed nagraniami. Zachowujemy kształt ­­­­­­­, wyobrażamy sobie pewną formę. Czasami na koncertach testujemy różne wersje i dzielimy się spostrzeżeniami. Pomaga nam to zdecydować czy dany utwór w ogóle warto nagrać.
 

P: Skoro nie macie na początku konkretnych założeń co do wyglądu waszego albumu, pozwalacie sobie czasem na odkopanie z dna szuflady starych kompozycji, których kiedyś nie wykorzystaliście?

 
Michał: Nie, nie robimy tego nigdy. Nawet często zdarza się, że mamy spory zbiór utworów i po roku wszystkie przekreślamy. ­­­­Cały czas robimy nowe rzeczy i nie oglądamy się do tyłu. Z chęcią odrzucamy stare.
 
P: Stawiacie na świeżość.
 
Maciej: Chodzi nam też o to, żeby nie wpaść w koleiny. Może być tak, że skoro grasz już 20 lat i nagrałeś kilka płyt, to przychodzą ludzie, którzy oczekują, że będziesz dla nich grać utwory z ich przeszłości.
Michał: To jest właśnie komfort zespołu, który nigdy nie nagrał żadnego hitu. My po prostu nie musimy grać hitów. A gdzieś nawet ludzie oczekują, że będziemy grać nowe rzeczy.
 
P: Załóżmy, że album jest wydany i przychodzi czas na koncerty. Kiedy się do nich przygotowujecie, wystarczy Wam kilka prób i jesteście gotowi czy pracujecie nad tym materiałem od nowa?
 
Michał: Fakt, że idziemy do studia oznacza, że mamy dany materiał już ograny na próbach i koncertach. Utwory np. z albumu Las już w pewien sposób wyewoluowały i gramy je w inny sposób.
Maciej: Twoje pytanie sugeruje taki model pracy jaki jest na przykład u naszego wspólnego znajomego – Błażeja Króla. Jest kompozytorem, tekściarzem, nagrywa swój materiał i później pojawia się problem, bo trzeba go wykonać na żywo. Błażej jest liderem, ma swoją wizję i zespół, który ją realizuje. To jest jakby inny model pracy, przeciwny biegun. To nie znaczy, że jego muzyka mi się nie podoba, bo o tym w ogóle nie mówię. Taki tok pracy jaki znam z Kristen lub z Robotobibok’a przekłada się na to, że płyty powstają dużo dłużej i są okupione większym wysiłkiem. Nie ma kogoś kto przychodzi do nas z gotowymi kawałkami i mówi nam co mamy robić, i mamy pół roku, aby to opracować, wydać, iść dalej. To jest raczej tak, że mogą minąć dwa, trzy lub nawet cztery lata aż ta sytuacja dojrzeje do pewnego momentu. Spotkamy się już wystarczającą ilość czasu i razem będziemy czuli, że to już jest warte nagrania. Dopiero wtedy to robimy.
 
P: Więc nie macie konkretnych ram i nie planujecie kiedy dokładnie wydacie album?
 
Maciej: Absolutnie nie. Wiesz, kiedy nagraliśmy płytę i gramy koncerty, i to już trwa rok, to mamy naturalną potrzebę grania świeżych kawałków. W ten sposób powstają kolejne płyty, ale nikt nikogo nie goni, nikt nie dzwoni, że mamy kontrakt do podpisania. Czasami ewentualnie prowokujemy taką presję na nas samych. Umawiamy się, że bookujemy studio na maj i do tego czasu musimy się ze wszystkim pozbierać.
Michał: To jest zespół ludzi, którzy się z tego nie utrzymują. Nie mamy żadnej presji, to jest kwestia naszego wewnętrznego ciśnienia. Postanowiliśmy, że gramy w zespole. Chcemy grać interesującą muzykę. Chcemy mieć z tego przyjemność. 
 
P:Gracie razem już tyle czasu i Wasz zespół świetnie prosperuje. Jaka tajemnica stoi za tym, że jeszcze ze sobą wytrzymujecie?
 
Michał: Nie mamy z tym żadnego problemu, ponieważ rzadko się widzimy. Mieszkamy w różnych miastach. Jeśli zagramy próbę raz na miesiąc to już jest dosyć często. Z naszym wyjazdem na tę trasę koncertową jest trochę tak jak w rodzinie, jedziemy razem wiele godzin i nie musimy ze sobą dużo gadać, bo wszyscy się rozumieją.
Maciej: Poza tym nie gramy aż tak długich tras, żebyśmy się po nich szczerze nienawidzili.
 
P: Jakie są Wasze plany na przyszłość? A może celem jest ich brak?
 
Maciej: Plan jest taki, żeby nagrać w tym roku kolejną płytę. Jak nagrać to i wydać. Jak wydać to grać koncerty…
Autor:

Michał Wdowikowski