PLAYLISTA: RRRKRTA dla PROGREFONIK

Playlisty
Z okazji zbliżającego się Unsoundu z przyjemnością prezentujemy specjalnie przygotowaną playlistę od Rrrkrta – prowadzącego Brutaż, dj’a oraz jednego z zaproszonych artystów właśnie na krakowski festiwal. Utwory wybrane przez Rrrkrta są pewnego rodzaju chwilami i wspomnieniami, które w jego muzycznym świecie są znaczące. Jednak to on właśnie opowie o nich najlepiej, dlatego zachęcamy do czytania i słuchania!

 

RRRKRTA: 

"Muzyki można słuchać w kawiarni, na festiwalu, w domu z Internetu i w klubie. Ta ostatnia opcja jest mi najbliższa i to tam upatruję sytuacji, w której muzyka wybrzmiewa jak należy. Gdzie nie nudzisz się po 5 sekundach i nie szukasz ciekawszych  kawałków i  nie zastanawiasz się nad tym, jak postrzegany Twój gust przez innych. Internet, a co za tym idzie ta stronka Progrefonik, nie jest jednak klubem, więc wybieram tutaj utwory, które przemówiły do mnie w różnych sytuacjach  towarzyskich, raczej nieklubowych. 

 

A, jeszcze jedno, nie wydaje mi się, żeby muzyka miała większy sens, gdy słucha się jej samemu i zarazem na okropnych głośniczkach (bo jeden z tych warunków osobno to już oki). I może też nie mieć sensu, gdy wciąż z tyłu głowy myśli się, co powiedzą koledzy. Ale ma sens, gdy coś leci i gdy widzi się kolegów i oni widzą ciebie. I to momenty trudne do opisania. 

 

Więc proszę  wybaczyć, ale nie będzie rozbudowanych rzeczowych opisów:

 

 

Chyba Jules, a na pewno Alex. Nasz sklep z płytami. Nie możemy żyć dalej w tym świecie i smutno sobie tańczymy. Palimy zdecydowanie za dużo papierosów, ale z jakiegoś powodu się nie uzależniłem.

 

 

Spotkania na warszawskim IKP. Nie byłem studentem, więc nie miałem prawa być na tamtych zajęciach, ale dr Majewski zawsze uważnie słuchał, co miałem do powiedzenia. Razem nasłuchiwaliśmy i czekaliśmy aż Perseusz odpowie Andromedzie. A może ona tak naprawdę wzywa Potwora?

 

 

Lou i Gabbie przyjechały na miesiąc do Europy. Jedna była tancerką w klubie, a druga operatorką koparki. Poznaliśmy się przypadkiem, gdy siedziałem na głośniku, chyba jakoś wtedy co Małgorzata Halber śmiała się że na Unsoundzie są chłopcy w legginsach. Więc miałem legginsy. No i siedziałem sobie na tym głośniku, ale nie byłem gotów na to, o czym jest ten numer.

 

 

Afterek po naszej imprezie za granicą. Olle puszcza mi tę piosenkę i mówi, że to jego hobby tak czasami sobie pograć z Molly, Marijnem i Rachael. Nie jestem w stanie w to uwierzyć. Jesteśmy dosyć mocno upaleni, obok Ania R. i Sylwia. Zaczynam się śmiać, to jest niedorzeczne i świetne. Karolina i Damien odstawiają jakiś dziwny spektakl próbując zachęcić nas do pójścia w melanż. Turlam się po podłodze. To musi być humor sytuacyjny.

 

 

Nenad mówi, że puścił to Marii i Banemu jak byli pod wpływem czegoś tam i że to było bardzo ważne i głębokie. Tylko dlatego, że kiedyś wrzuciłem ten kawałek na fanpage. Nigdy nie trać wiary w portale społecznościowe!

 

 

Ania w ostatniej chwili powiedziała, że to za bardzo techno jak na muzealny ogród o wschodzie słońca i że trzeba odwołać. I się pogniewałem. Rzeczywiście czasami lubię się pogniewać, ale wciąż nie zrobiłem koncertu Vindicatrixa w Polsce. Nikt inny go nie zrobi!

 

 

To się powinno wydarzyć w Eufemii, ale nie zdążyło. Tamar, taniec kaczuszek, ale na smutno. Sceneria: scena, emocja: niedosyt.

 

 

Od kiedy Ben powiedział mi, że jedyną ważną muzyką w jego życiu sprzed "Energy Flash" Beltrama było Black Sabbath, postanowiłem zacząć się przyznawać, że to najlepszy zespół świata. Ben jest doświadczony.

 

 

Vladimir rozkręcający house'ową imprezę skoczną polską muzyką. Mateusz wszedł, zapłacił, od razu spytał, czy taka muzyka będzie prez całą imprezę. Po 10 minutach zobaczyłem go tracącego zmysły na parkiecie. A potem sam też zatraciłem się w tym szaleństwie. Wszystko odbywało się w klubie bshosy. Piwo było po 12 złotych i był wielki ekran LCD, totalny blichtr. Co mogę powiedzieć? Cieszę się, że robię imprezki.

 

 

Berlin. Prosecco w plastikowym kubeczku z Julią. Staramy się nie przeszkadzać sobie w tańczeniu i spotykamy się raz na pół godziny lub [kto wie, czy czas ma jeszcze znaczenie] i gadamy, co tam nowego na parkiecie.

 

 

Warszawa, siedzę sam nocą, zupełnie bez pieniędzy i pomysłu na życie. Myślę sobie - ta banalna kompozycja Scelsiego jest spoko, bo jej celem jest za kazdym razem pokazanie pełnych możliwości basowych instrumentów, na które została napisana. I myślę inne mądre zdania. Jednak potem trafiam na wykonanie z towarzyszącym głosem Nicholasa Isherwooda i orientuję się że siedzę zupełnie sam w samym środku ciemnej nocy. A niech to.

 

 

Twarz Kuby, ul. Okrzei na warszawskiej Pradze. Słodko-gorzkie spotkanko po imprezie. Jest raczej dużo ludzi. Wszyscy jesteśmy jeszcze młodzi.

 

 

Gramy w krakowskiej Bombie. Dancefloor jest pusty przez całą imprezę, ale nagle o 4 odwiedza nas 30 Hiszpanów. Bartek doskonale wie, co zrobić. 

 

 

Znów Berlin, siedzimy z Lucią zdegustowani tym całym clubbingiem w środku jakiegoś tańcującego piekiełka. Lucia opowiada że ten znany didżej to ją kiedyś przygarnął jak była bezdomna w NY. Ale ten didżej jest teraz gwiazdą i nie pamięta.

 

 

Graża, Wiktor, mieszkanie na ul. Jasnej. Całymi dniami szukamy dźwięków, niechący wypiłem całą butelkę absyntu. Ale na szczęście potem odkryliśmy normalne imprezki.

 

 

Ponieważ Jagoda umożliwiła mi tyle w życiu, a ja się na nią i tak cały czas złoszczę. Jej ulubionym artystą jest John Frusciante, który właśnie wydał drugi acidowy album. Całkiem miłe.

 

Jest też taki zespół na "C", który zawsze przeżywamy z Anią, ale, właśnie, trzeba go przeżyć, a nie przeklikać. I jakkolwiek to powyżej to dosyć protekcjonalna uwaga, to serio o wielu kawałkach nie mogę napisać, bo są zbyt prywatne, przynajmniej do tego momentu, w którym przeżyjemy je razem od początku do końca na imprezce czy gdzieś. A powód też jest taki, że ludzie oczekują od klubów bardzo określonych emocji oraz alkoholi i są przez to uprzedzeni i niechętni przeżyć tam czegoś co wyrwie ich ze strefy komfortu. Błagam przeżyjmy razem coś nagiego albo chociaż coś druzgocącego! A nie tylko linki w Internecie, no kto to widział doprawdy!

Autor: