Progrefonik x Intruder Alert

FotorelacjeWywiady

Od zawsze powtarzaliśmy, że obok dźwięków i słów, niezwykle ważna jest dla nas identyfikacja wizualna. Dziś prezentujemy Wam pierwszą odsłonę nowego cyklu, w którym za pomocą i zdjęć  i rozmowy, chcielibyśmy pokazać Wam najciekawsze zjawiska muzyczne w Polsce. Otwarcie stanowi warszawski kolektyw Intruder Alert, w skład którego wchodzą: KRY, B.YHZZ, I M M U N E, GRAŃ, JJIJIJIJIJJIJ, NEHO TIGRA i  FRATCH THAFT. Sfotografował ich Filip Preis, a przepytała Karolina Kobielusz.

 

 

 



Progrefonik: Intruder Alert to zupełnie inna rzeczywistość, która wydaje się oddzielona od reszty grubym murem. Odnoszę wrażenie, że to świat niezwykle odosobniony, a przepustkę do niego mają nieliczni. Nieliczni zresztą o nim wiedzą. Jaki on dokładnie jest? Co poprzez jego obecność chcecie dać?

 

 

Intruder Alert:  Ciekawa metafora, ale nie do końca trafiona, jeśli mielibyśmy sami określić się jakąś, byłaby to pewnie oddalona od klubowego kontynentu wyspa. Mur błędnie sugerowałby, że jesteśmy zamknięci, że nikt nie ma wstępu, a tak nie jest.  Faktycznie, uciekamy od reszty sceny, ale drzwi do nas stoją zawsze otworem dla wszystkich. Nie ma mowy o żadnych przepustkach. Intruder Alert to ucieczka, underground undergroundu, ale nie stawianie murów i zakazów wstępu.

 

Dla nas IA jest pewnego rodzaju środowiskiem, w którym się rozwijamy. Każda osoba z naszego składu działa także niezależnie jako producent. Patrząc z perspektywy czasu te trzy lata działania IA pomogły nam odnaleźć swoją drogę w muzyce, warto dodać, że każdemu zupełnie inną. 
P: Jesteście jednak 5-osobową wspólnotą. W jakim miejscu więc te indywidualne drogi zderzają się ze sobą, by stanowić jakąś ‚jedność’? 
IA: Tak naprawdę te indywidualne drogi zderzają się jedynie na naszych wydarzeniach, to tam najlepiej odczuć można wszystkie czynniki, które składają się na 'styl' tego, co robimy jako grupa oraz zrozumieć na czym polega eklektyzm, którym cechuje się nasze kolektywne brzmienie. IA stanowi aktualnie 5 osób, które odpowiadają za muzyczną stronę projektu, ale mówiąc o "wspólnocie" należy uwzględnić też Ludwikę (Tissue Hunter) i Marcina (Neho Tigra) - niesamowicie zdolnych artystów wizualnych, którzy są z nami od samego początku, to oni przygotowują scenografię i wizualizacje na każdą edycję IA. Przez te kilka lat wypracowali oni swój wizualny język, który doskonale idzie w parze z tym co gramy.

 


P: Jak wy właściwie na siebie trafiliście? Każdy wydaje się pochodzić z innej planety.

 

 

IA: Poznaliśmy się w 2015 roku na imprezie Janus w Berlinie. Wcześniej nie wiedzieliśmy nawet o swoim istnieniu, pomimo tego, że wszyscy mieszkaliśmy w Warszawie. Już wtedy pojawił się pomysł aby zrobić "coś" swojego w Warszawie. 3 lata temu sytuacja na klubowej scenie wyglądała zupełnie inaczej, w Polsce nie było żadnego cyklu prezentującego (wtedy jeszcze undergroundowe) nowe eksperymentalne oblicze muzyki klubowej. Postanowiliśmy to zmienić. No i tak się to zaczęło, od pierwszej imprezy w Eufemii, potem kolejne, aż w końcu pierwszy booking - Chino Amobi (03.03.2016). 

 

Od tamtego momentu regularnie zapraszaliśmy artystów do stolicy, gościliśmy: OLI XL, ALOBHE, FOR YOU KATRINA, 111X, PUDERN, KAMIXLO, SWAN MEAT, NI KU, NUNU, COUCOU CHLOE, ZAKMATIC, EAVES, ABYSS X. Zaczęliśmy też funkcjonować jako label, na tym właśnie aspekcie naszej działalności zamierzamy skupić się mocniej w najbliższym czasie.

 


P: Większość tych artystów, związanych z resztą m.in. z takimi fenomenalnymi labelami jak NON, PAN, posh isolation, dość mocno eksploruje, wręcz wyczerpuje temat dekonstrukcji w muzyce. Ten motyw jest również zauważalny w setach członków IA, chociażby Karola Niwińskiego. Na ile czujecie, że manipulowanie muzyką i niszczenie jakiś schematów może być integralną częścią IA? 

 

 

IA: Faktycznie, motyw dekonstrukcji w aspekcie muzyki klubowej pojawiał się dosyć często w ciągu ostatnich lat. W pewnym momencie wszyscy fejsbukowi eksperci muzyczni podłapali zwrot "deconstructed club music" nadużywając go do tego stopnia, że w końcu stał się on memem, żartem na twitterze, nie oznacza on już nic konkretnego. Nie znam nikogo, kto nieironicznie powiedziałby dziś, że tworzy "deconstructed club music". 

 

Ale wracając do pytania, tak, śmiało można powiedzieć, że to niszczenie schematów, podziałów gatunkowych jest tym, co charakteryzuje sety na IA. Jest to dla nas bardzo naturalne, nikt tu nie stara się na siłę zagrać czegoś jak najbardziej nieklubowego, czy zmixować jak najbardziej obce sobie brzmienia, wynika to bardziej z naszego podejścia do muzyki, grania setów, live'ów. Nikt nie przychodzi na nasze wydarzenia żeby przetańczyć całą noc, bo tak się po prostu nie da.  Bardziej niż o zaserwowanie godzinnego beatu do tańca, chodzi tu o stworzenie mocno wrażeniowej sytuacji, o ekspresję uczuć, czasami bardziej pozytywnych, innym razem mniej. I to chyba jest kluczem do wspomnianej idei "dekonstrukcji" w clubie - nie "perfekcyjnie zmixowany set" (mało kogo to dziś obchodzi), tylko naturalna, nieskrępowana ekspresja, niedoskonała technicznie, ale szczera.
   


P: No tak. Wszystko to jakaś kreacja, która wykracza poza ramy stricte klubowego przeżycia. Tą dość ekstatyczną wizją zarazicie niebawem Azję. To zresztą niepierwsza wizyta IA na tym kontynencie. Co was do niego przyciąga?

 

 

IA: Z artystami z Azji współpracujemy praktycznie od samego początku naszej działalności. W zeszłym roku Grań zagrała na imprezie w Szanghaju gdzie zaproszona został przez label Genome, wcześniej jej utwór znalazł się na wydanej przez nich kompilacji.  Najbardziej jednak IA związał się z Japońską sceną. Kry i B.yhzz regularnie odwiedzają Japonię. W zeszłym roku gościli oni na wydarzeniach muzycznych w Kōriyamie, Osace i Tokyo.  Wracają tam również jesienią tego roku na tour (Japonia + tba).

 

Tamtejsza scena nowej muzyki klubowej jest niesamowicie unikalna, o bardzo charakterystycznym organicznym brzmieniu, często mocno inspirowanym tradycyjną muzyka japońską. Mimo, że co raz więcej zachodnich artystów, nazwijmy ich "z naszego kręgu", odwiedza Japonię, tamtejsza scena pozostaje ciągle nieodkryta. 

 

Każda wycieczka tam daje szanse obcowania z mega utalentowanymi ludźmi, artystkami i artystami, którzy tworzą niesamowitą muzykę, mając przy tym 20 followerów na soundcloudzie. To ta tajemniczość i niedostępność, a nawet pewna mistyczność tamtejszej sceny jest tak inspirująca i przyciągająca.

 

P: Jak chcecie być tam zapamiętani? Myślicie już o tym, jaką część siebie, jako artystów, chcecie zostawić w Azji? 

 

 

Na początku 2017 roku wydaliśmy epkę noise'owego artysty performera z Tottori - Constellation Botsu z, którym, w Osace przyjemność mieli zagrać Kry i B.yhzz.

 

Jego utwór, jak i tracki autorstwa dwóch innych muzyków z Tokyo (Bgknb i Kentaro Minoura) znalazły się także na naszej kompilacji "Larum" (wydawnictwo to liczyło w sumie 18 utworów). Nasze plany wydawnicze na ten rok również obejmują release japońskiego producenta,  a w przyszłości na pewno zorganizujemy cykl wydarzeń prezentujących tamtejszą scenę, zapraszając do Warszawy jej reprezentantki i reprezentantów.


P: Są kolektywy, które za pomocą muzyki chcą łączyć. Mowa tutaj przede wszystkim o wcześniej wspomnianym NON Worldwide, które zrzesza afrykańskich artystów żyjących w diasporze. „Larum” to jedno z tych wartościowych wydawnictw, obok którego nie da się przejść obojętnie. Cały dochód z jego sprzedaży bowiem przekazany został na rzecz Centrum Praw Kobiet – polskiej organizacji, której misją jest działanie na rzecz równego statusu kobiet i mężczyzn w życiu publicznym oraz w rodzinie. Mam nadzieję, że to nie koniec takich działań, że jesteście zmotywowani do realizacji nowych pomysłów.
 

 

 

Po skompletowaniu track listy 'Larum', wiedzieliśmy, że ten release będzie miał ogromna moc. Wszystkie nasze wydawnictwa muzyczne z zasady są zawsze dostępne za darmo na  Band Campie, tym razem stwierdziliśmy jednak, że ten potencjał musimy jakoś wykorzystać.
Pomysłów na to jak to zrobić było kilka, ale w demokratycznym głosowaniu zadecydowaliśmy, że środki ze sprzedaży 'Larum' trafiać będą na konto Fundacji CPK. 

Na pewno to nie ostatnia tego typu inicjatywa, kolejna kompilacja z pewnością wesprze równie słuszną ideę.

Wywiad:

Karolina Kobielusz


Zdjęcia:

Filip Preis