Bonobo “Migration”

Artykuły

Bonobo wydając „Migration” zastosował prosty, ale jakże ryzykowny zabieg. Postanowił bowiem zaprowadzić słuchacza na skraj przepaści szaleństwa, wieść go przez foniczne meandry ku bogatym w różnorodność, wielobarwnym rejonom egzotycznej rzeczywistości, sprowokować refleksje o ludzkiej egzystencji i drogą usłaną subtelnymi kwiatami, bezpiecznie sprowadzić do domu. Album zatopiony został w dźwiękowej magmie bogatych aranżacji osnutych niezwykłymi wokalami zaproszonych gości. Szerokie spectrum żywych instrumentów, a także dźwięków absolutnie pięknych, ale oczywistych – krople deszczu - wzbudza niesłabnące zainteresowanie odkrywaniem kolejnych utworów. Kwintesencją tej muzyki jest zwiewny podkład i łagodna tonacja, które w sposób niezwykle dojrzały i umiejętny podkręcane są przez żywe bity i electro-fale. Jednym z ważniejszych punktów „Migration” jest owoc kolaboracji Bonobo i Rhye - „Break Apart”, który łamie serca słuchaczom swą efemerycznością i kruchością, a jednocześnie wyrazistością. Nie mogę pominąć również duetu z Nickiem Murphym, od którego nie mogłam uwolnić się przez kilka dni. Ta nieokiełznana, zmysłowa i niezwykle chimeryczna impresja jest dla mnie niepodważalnym punktem kulminacyjnym tegoż albumu. Płyta Bonobo to pewnego rodzaju organizm, który bije własnym pulsem. Patrząc przez pryzmat melodii tkanych emocjami, możemy rzec, że świat jest tak piękny, jak piękne są kompozycje zawarte na najnowszym albumie angielskiego producenta.
Ocena: 7,5/10
Karolina Kobielusz


Przed wydaniem albumu spodziewałem się dużych rzeczy. „Kerala” zupełnie mnie uwiodła – przepiękne sample przypominające cymbały i powtarzająca się partia wokalna sprawiły, że byłem bardzo podekscytowany tym, co potencjalnie mogło znaleźć się na „Migration”. Po zapoznaniu się z płytą niestety, ale musiałem stwierdzić, że moje oczekiwania nie zostały zaspokojone. Simon Green wycisza swoje brzmienie – utwory są z pewnością delikatniejsze np. „Break Apart”, gdzie wokalista zespołu Rhye swym wokalem dopełnia całą kompozycję, czy też „Second Sun” – gitara i pianino w swej prostocie urzekają. Piosenki „Surface” i „No Reason” zupełnie do mnie nie przemawiają. Może to dlatego, że w moim odczuciu ani jeden, ani drugi wokal nie współgrają z melodią („No Reason” stylistycznie nie pasuje do płyty, a bit w drugiej połowie utworu wydaje się być mocną inspiracją twórczością Jona Hopkinsa, który również pracował przy „Migration”). Bonobo broni się utworami, w których można usłyszeć tę jego charakterystyczną aurę, np. „Outlier”, „Ontario” czy niesamowicie wciągające „Grains” (ten utwór to zaraz po „Kerali” jeden z piękniejszych momentów na tej płycie). „Migration” ma swoje słabsze strony, ale Simon nie utracił swojej specyfiki, którą rozkochał wszystkich jego fanów. Ja do kilku utworów z pewnością wrócę!
Ocena: 6/10 
Filip Preis 


Bonobo jest uważany za jednego z najgorętszych producentów muzyki elektronicznej, nic dziwnego, że całkiem spora rzesza fanów czekała na zapowiedziany z wyprzedzeniem „Migration”. Co otrzymali? Mieszaninę kompozycji, burzę instrumentów, całą gamę wokali. To bywa wręcz dezorientujące. Album Migration jest zwyczajnie nierówny, nieprzewidywalny. Słuchając go parę razy sprawdziłem czy aby Spotify nie przełączyło mi na kolejnego ustawionego w kolejce wykonawcę. Bonobo zdecydowanie wyciszył swoje utwory, jest w nich więcej detali, są delikatniejsze, bardziej melodyjne. Zbiera to żniwa w postaci bardzo dobrego Grains oraz Kerali. Gdyby cały album był utrzymany w podobnej stylistyce to efekt końcowy były naprawdę satysfakcjonujący, niestety tak nie jest. Idea np. Bambro Koyo Ganda, mi umyka, pomimo ambitnego użycia etnicznych wokalistów to wydaje się on być chaotyczny... po prostu niewiele do siebie pasuje, takich wpadek znajdziemy kilka. Podsumowując, tak różnorodnego i zarazem niespójnego albumu Bonobo jeszcze nie wydał, przez kojące i klimatyczne Second Sun, hipnotyzujące Grains, klubowe 7th Sevens aż po zwyczajnie kiepskie No Reason. Albumu ciężko się słucha całościowo , trzeba być selektywnym bo do niektórych utworów na pewno warto wrócić. 
Ocena: 6/10 
Bartek Janisz


Autor:

Karolina Kobielusz
Filip Preis
Bartek Janisz