Relacja: OFF FESTIVAL [top 6]

Relacje
Pierwszy weekend sierpnia w Dolinie Trzech Stawów w Katowicach po raz 12. weekend upłynął pod znakiem kalejdoskopowej wizji muzyki z pogranicza kakofonii i eufonii, bluźnierczego buntu i podskórnej melancholii, wysublimowanej egzotyki i ojczystego bogactwa. Wybraliśmy 6 koncertów OFF Festivalu, które naszym zdaniem miały w sobie najwięcej magii i uroku. Przekonajcie się jakie to koncerty!

Filip:

 

Jessy Lanza

 

Koncert Jessy był dla mnie jednym z najbardziej wyczekiwanych - i nie zawiodłem się na nim ani trochę. Przeurocza i charyzmatyczna artystka zachwyciła sobą i swą muzyką wszystkich obecnych. Nie było również nikogo, kto przynajmniej nie tupał nogą. Prezentowane utwory z "Pull My Hair Back" i "Oh No" miały w sobie ogromne pokłady energii i gracji, płynnie łącząc ze sobą synthpop, UK bass i art pop. Towarzysząc  swym słuchaczom w tańcu, jeszcze bardziej w zbudzała we wszystkich zachwyt. Każda piosenka przynosiła jeszcze większą falę euforii, jednak wierzchołkiem emocji był jej najbardziej rozpoznawalny utwór "It Means I Love You". Scena Leśna mieniła się kolorowymi światłami i wizualizacjami, ale to Jessy i jej muzyka lśniły najbardziej. 

 

IDLES

 

Ich tegoroczny, debiutancki album niezwykle mnie zaintrygował, dlatego nie mogłem odpuścić ich koncertu. A było to niezwykle energiczne show - mocna perkusja i elektryzujące gitary były bazą ich występu. Oczywiście nie można zapomnieć o wokaliście, który swym surowym głosem i przyciągającą prezencją sceniczną wprowadzał wszystkich w stan euforii. Scena trzęsła się od skoków i przepychanek, a członkowie zespołu wchodzący z instrumentami w tłum pozwolili na to, by tę punkową ekstazę przeżyć w stu procentach. To był bez wątpienia jeden z ciekawszych momentów OFF Festivalu. 


Emil:

Preoccupations

 

Powszechnie rozpoznawalny Viet Cong pod nową nazwą w dalszym ciągu broni się muzycznie. Ich ostatni album silnie osadzony w nurcie post-punkowym na żywo brzmiał o wiele bardziej noise-rockowo - lecz nie jest to w żadnym stopniu ujmujące! Otwierający koncert utwór "Anxiety" wzbudził we wszystkich ekscytacje, która do samego końca została utrzymana. Mocne, brzęczące gitary świetnie działały na publiczność, a bezpośredniość wokalisty i jego czułe słowa na temat This Is Not This Heat zbliżyły go ze wszystkimi obecnymi, ktorzy podzielali opinię na temat ich świetności. Koncert był tak energiczny, ze nawet nie do końca zainteresowani przechodnie wczuwali się w dźwięki dochodzące ze sceny. Pod względem muzycznym każdy utwór był grany w bardzo dokładny, rzetelny sposób, co tylko uświadcza w przekonaniu o tym, ze Preoccupations jest zespołem w pełni godnym uwagi.

 

 

Karolina:

 

Żywizna

 

Jeżeli ktoś kiedykolwiek poprosi mnie o zdefiniowanie autentyczności w muzyce - natychmiast powiem, że jest nią fenomenalny i kurczowo chwytający za serce duet Żywizna. Fenomenalny Raphael Rogiński i ona - bez wątpienia jedna z najjaśniej świecących gwiazd OFFa - Genowefa Lenarcik, wprowadzili mnie w absolutnie odrealniony świat, a  jednocześnie tak ascetyczny, prosty, do bólu prawdziwy. Wszystko to potęgowane było naturalnymi gestami, sensem wyłapanych przeze mnie słów wyśpiewanych po kurpiowsku, zawstydzeniem, widoczną współpracą artystów, łamiącym się głosem i zagranymi w skupieniu kruchymi dźwiękami. Doprawdy - byłam dumna ze wszystkich słuchaczy zebranych pod sceną eksperymentalną i nie kryłam z tego powodu wzruszenia. 

 

Silver Apples 

 

Koncert 80-letniego Simeona Coxe to kolejny przykład na to, że potrafię bawić się doskonale na koncertach, na których pojawiam się przypadkiem. Atmosfera miała tendencję wzrostową -  punktem kulminacyjnym był dla mnie przypływ zupełnie uwalniających emocji. Dzięki wielu muzycznym eksperymentom, które w rzeczywistości brzmią zdecydowanie lepiej, zapomniałam nawet o ogromnej duchocie towarzyszącej sobotniemu popołudniu - stała się ona lekka i przyjemna. Ba! Osnuwał mnie nawet przyjemny wiatr. Dźwięki posiadają niesamowicie ogromną moc. Zasymilowałam w całości zasłyszane psychodeliczne, hipnotyczne wręcz brzmienie i zabrałam je ze sobą do domu. 

 

P23

 

To moja powinność, by dodatkowo zwrócić uwagę i ukłonić się przed koordynatorami i artystami zadomowionymi na scenie ulokowanej nad stawem. Polscy producenci i dj-e zadbali i przygarnęli spragnioną elektronicznych połamańców publiczność z otwartymi konsolami czy jak inni wolą - ramionami. Wszystko tam drgało, wirowało, oddychało i biło w zupełnie innym tempie, a uśmiechy tańczącej publiczności mówiły same za siebie. Widoczna integracja pomiędzy odbiorcami i grającymi mocno ściskała za serce. Szczególnie chciałabym zwrócić uwagę na projekty, które zaprezentowali tam: Abu Zeinah, Charlie, Bartosz Kruczyński/Earth Trax, Møzaika, Janurz i Urloop. Zdolne, wprawiające w radosny nastrój i zapewniające przyjemny lot bestie polskiej sceny klubowej, które i tak zapewne zobaczycie w najbliższym czasie w katowickim inq, w krakowskiej Bombie czy na warszawskiej BarCe, ale gwarantuję - z pewnością nie pożałujecie!

Autor:

progrefonik


Fotografia:

Michał Murawski