Relacja: TAURON NOWA MUZYKA [Top 6]

Relacje
Za sprawą festiwalu Tauron Nowa Muzyka niespełna tydzień temu katowicka Strefa Kultury stała się wulkanem wybuchającym serią świeżych, intrygujących i niezwykle ciekawych brzmień z całego świata; okazała się ona sercem Śląska, bijącym własnym pulsem przyśpieszającym wraz z rodzącą się wgłębi nas, uczestników, euforią i szczęściem spowodowanym mnóstwem muzycznych wrażeń. Wspólnie wybraliśmy 6 koncertów festiwalu najbardziej nas urzekających! 
 
 

► Felicita

 

Na koncert Felicity poszedłem z ogromną ekscytacją, ponieważ był to dla mnie artysta wyróżniający się z całokształtu line-upu Taurona. Związany z wytwórnią PC Music artysta przedstawił mieszankę bubblegum popu, electro-industrialu, uk bassu i drone’u, więc półtoragodzinny występ nie dawał chwili wytchnienia. Rytmiczne kompozycje muzyczne, podczas których nie można było nie tańczyć, przeplatały się z utworami, w których to fala dźwięku pochłaniała wszystkich obecnych, zostawiając rytm na drugim planie. Słodycz muzyki Felicity dopełniona wybuchem konfetti w środku seta równoważona była industrialnymi wstawkami, co dostarczało zupełnie nowych wrażeń, nie wspominając o niespodziewanym pogo z artystą i jego towarzyszami w roli głównej wplecionym w występ. Jeżeli tylko nadarzy wam się okazja zobaczenia Felicity, to nie zastanawiajcie się - będzie to na pewno wyjątkowe przeżycie. 

 

 

►Demdike Stare

 

Miles Whittaker i Sean Canty znani są ze swego mrocznego brzmienia, a ich muzykę można charakteryzować jako połączenie dark ambientu, ambient dubu, drone’u i uk bassu. Chłodne światło neonu Red Bull Music Academy (bo właśnie na tej scenie odbywał się ich dj set) idealnie pasowało do panującej atmosfery, bo tenże duet przemierzał najchłodniejsze i najmroczniejsze zakamarki elektroniki. Konkurencję mieli niemałą, ponieważ ich występ nakładał się z jednym z headlinerów tegorocznej edycji festiwalu – Cat Power. Jednak każdy obecny właśnie na scenie RBMA z pewnością nie żałuje tego, że wybrali właśnie ich występ. Demdike Stare zahipnotyzowali widownię i wprowadzili ją w trans, z którego trudno było się wyrwać.

 

 

►William Basinski

 

Prezentacja „A Shadow in Time” w Sali Kameralnej NOSPR-u już podczas ogłoszeń okazała się dominantą Taurona. Wraz z wejściem Williama, który swoją drogą wyglądał doprawdy olśniewająco, napięcie gwałtownie rosło. Stopniowo gasły światła, a sala zapełniała się dźwiękami o elegijnym, podniosłym charakterze, który dodatkowo potęgowany był przez doskonałą elektroakustyczną preparację. Melanż głęboko-ambientowych dźwięków, niepokój tkwiący w destrukcyjnym brzmieniu oraz mnożenie nakładających się na siebie tekstur w postaci saksofonu, delikatnych sampli, szumów, czy innych niezidentyfikowanych odgłosów muśniętych subtelnością i kruchością zatopiły w błogim transie, który obezwładnił, do tego stopnia, że zapadłam w głęboki sen. „Melancholia II” kończąca „For David Robert Jones” posiada jednak taką moc, że wyrwała mnie z tego snu i momentalnie zaszczepiła we mnie ogromne pokłady szczęścia. To koncert-poezja, zachwycający swym uduchowionym charakterem i dźwiękowym przemieszczeniem w czasie i przestrzeni. Za takie momenty powinno się dziękować  - dziękuję! 

 

 

►Lucy 

 

Słońce tego dnia miało wschodzić o godzinie 4:44. Wzeszło ono jednak zdecydowanie wcześniej - dokładnie wtedy, kiedy Lucy, włoski dj - Luca Martellero zaczynał doprowadzać scenę Red Bull Music Academy do istnego szaleństwa. Założyciel Stroboscopic Artifacts doskonale wiedział czego potrzebują zebrani festiwalowicze, o czym świadczy świadome zaserwowanie nam niezłej dawki manipulacji emocjonalnych. Bez skrupułów łamał rytmy, bawił się dźwiękami meandrując przy tym wokół niejako zarezerwowanych dla siebie brzmień oscylujących w obrębie gatunku techno. Warto wspomnieć o jego dwugodzinnym secie, zamykającym Biuro Dźwięku w Parku Boguckim, gdzie z techno-weterana przeistoczył się w ćwierkającego ambientowe kołysanki ptaka, który zachwyca paletą barw swych mistycznych, dźwiękowych wizji. Set ten udowodnił mi, jak doskonałym, wręcz magicznym połączeniem jest ambient i natura.

 

 

►Christian Löffler

 

Christian był dla mnie zdecydowanym headlinerem, widniał jako postać której twórczość znam bardzo dobrze i bywałem wcześniej na jego DJ setach. Natomiast nowością dla mnie była współpraca live z Mohna, Niemka stanowiła świetne uzupełnienie twórczości Christiana, o niebo lepiej spisując się osobiście niż jako swój głos „odtworzony z komputera” . Mimo tego pozycja wyżej wymienionej dwójki była asymetryczna, (a moim zdaniem) najbardziej spektakularne utwory pozbawione były linii wokalnej. Kolejnym atutem okazała się lokalizacja sceny, nie była ona (jak zazwyczaj to bywa) platformą z podwieszonymi głośnikami gdzieś na środku pola, lecz znajdowała się ona w profesjonalnie przygotowanym do tego obiekcie, dzięki czemu doskonałe nagłośnienie było w stanie zabrzmieć w pełni swojej krasy. Sam koncert był raczej przewidywalny, lecz nie rozczarowujący. Najlepiej będę wspominał takie utwory jak "Neo" czy „Beirut", znakomita, głęboka adaptacja, dodatkowo wyeksponowana świetnym audio i ten niepowtarzalny, subtelny styl Christiana… Na takie koncerty będę czekał za rok!

 

►Princess Nokia 

 

 

Przed rozpoczęciem festiwalu, Princess Nokia była dla mnie mocnym punktem line-upu. Znałem utwory Destiny Frasqueri i lubię je za brak pretensjonalności i lekkość odbioru. Są klarowne i zabawne w dobrym guście, idealne na początek dnia festiwalowego (bo bądźmy szczerzy, 21 to relatywnie wcześnie). Pierwszym zaskoczeniem był fakt obecności Naziry za konsolą, w roli beatmakera, co samo w sobie można było uznać za pewnego rodzaju kolaborację, Nazira występowała dzień później, nawet na tej samej scenie! Po krótkim lecz zostawiającym ślad wprowadzeniu przygotowanym przez Nazirę, koncert rozpoczął się dynamicznie i taki pozostał praktycznie do końca. Destiny jakby przekornie, wyglądała bardzo dziewczęco jak na tytułową „Tomboy”. Wyrazisty beat, proste, chwytliwe teksty w stylowym wydaniu - to zabójczy przepis, szczególnie live. Jednak nie sama muzyka była najważniejszym punktem koncertu, sama osoba Destiny kradła show! Princess Nokia przypomniała mi jak wielkim czarem potrafi obdarzyć publikę charyzmatyczna, pełna zapału i energii artystka poprzez naturalny, spontaniczny i czuły kontakt. Oj z pewnością, jeden z ciekawszych punktów minionej edycji Taurona…

Autorzy:

Filip Preis
Karolina Kobielusz
Bartek Janisz


Zdjęcia:

Damian Kramski