Tauron Nowa Muzyka na finiszu.

Wydarzenia
Za sprawą festiwalu Tauron Nowa Muzyka już niebawem, bo 28 czerwca katowicka Strefa Kultury po raz kolejny stanie się wulkanem wybuchającym serią świeżych, intrygujących i niezwykle ciekawych brzmień z całego świata; okaże się ona sercem Śląska, bijącym własnym pulsem przyśpieszającym wraz z rodzącą się wgłębi nas, uczestników, euforią i szczęściem spowodowanym mnóstwem muzycznych wrażeń.

 

A wrażenia te już teraz ciężko zliczyć, bo z każdym kolejnym ogłoszeniem jestem coraz bardziej zaskoczona, oszołomiona wręcz. Wszyscy jesteśmy świadkami tego, jak katowicki festiwal się rozwija i jak wieloma drogami podąża. Organizatorzy, jak widać, nie boją się motywów kontrowersyjnych; dokonują swoistej syntezy przeróżnych osobowości i koncepcji, przez co ukazują artystów w najczystszej postaci i formie, a także świadomie i z klasą  łączą mainstream z niszą.  

 

Podczas tej edycji będziemy mieli szansę przekonać się kim tak naprawdę jest Arca w swoich występach live. Już jego zeszłoroczny DJ set podczas Open`era pokazał jak dziką i nieokiełznaną, pełną fantazji jest postacią. Nie sposób przejść obojętnie obok tego przykładu wenezuelskiego temperamentu, którego ewidentnie intryguje dekonstrukcja, manipulacja dźwiękowa i lśnienie na scenie. Jego zdolności producenckie nie znają granic. Zupełnie tak samo jest zresztą z Samphą, którego pierwszy solowy album „Process” będziemy mieli okazję usłyszeć podczas koncertu zamknięcia w NOSPRze. Jego  R&B’owa delikatność, eksplozja wrażliwości i słodko-gorzki wydźwięk wspaniale kontrastować będzie z chłodem i obojętnością  duetu Essaie Pas z uwielbianą przeze mnie Marie Davidson na czele. Wzmożone industrialnym wydźwiękiem porywające melodie posiadają w sobie jakiś niepokojący pierwiastek, który jest dość mocno wyeksponowany. Tak, jak bardzo absorbuje mnie ich brzmienie, tak bardzo cieszę, że w programie TNM znalazło się miejsce dla minimal wave'u. To śmiały krok i zarazem rewelacyjny pomysł. Śmiem zatem twierdzić, że kanadyjski duet to punkt festiwalu, którego po prostu nie wolno przegapić. 

 

Mówiąc o tym najważniejszych momentach festiwalu, muszę wspomnieć o nowej inicjatywie - „ More Music Hall”. Autorski projekt More Music Agency to nic innego jak wyjątkowa scena łącząca różne dziedziny sztuki: muzykę, taniec i sztuki wizualne. Wystąpią na niej uznani twórcy elektroniki, ambientu i psychodelii ze wsparciem światowych artystów tańca i VJów. Multidyscyplinarna scena stanie we wnętrzu Międzynarodowego Centrum Kongresowego w Katowicach i zapowiada wyjątkowe wrażenia. Zagra na niej m.in. GAS, mój niemiecki ulubieniec, który po zeszłorocznym, koncercie na  Unsoundzie, przyjeżdża do Polski, byśmy mogli ponownie zobaczyć na własne oczy wielki powrót i jednocześnie doświadczyć wzruszającego, przejmującego wręcz piękna ambientu, które osiągnął dzięki eksperymentom z zapętlaniem mikrosampli. Piękno to z pewnością zostanie na nowo zdefiniowane przez mistrza Ben Frost, którego album „Steel Wound” wzrusza mnie nieprzerwanie. Wraz z Australijczykiem wystąpi artysta wizualny MFO, znany m.in. z projektów dla paryskiej Opery Narodowej. Także w MCK zagra wcześniej ogłoszony kompozytor  i artysta dźwiękowy z Teheranu - Sote. To wspaniałe, jak wiele współprac zobaczyć będzie można podczas TNM. Zaprezentuje się on z zespołem album „Sacred Horror In Design”. Sote zasłynął łącząc elektronikę z tradycyjną muzyką Persji, tworząc unikalne struktury dźwiękowe, w których mieszają się tysiące lat historii i najnowsza technologia. Na żywo wspomagają go muzycy Arash Bolouri (santoor) oraz Behrouz Pashaei (setar).  Wraz z nim wystąpi także znakomity artysta wizualny Tarik Barri, który zasłynął ze współpracy z Radiohead i Monolake.

 

Również Polacy mocno zaakcentują się podczas tegorocznej edycji TNM. Szeroki wachlarz gatunków udowadnia, jak wiele kreatywności i ambicji posiadają nasi artyści. Wrocławski septet EABS, który wystąpi obok wcześniej wspomnianego Samphy, adaptuje hiphopowe, funkowe i gospelowe procedury w jazzie tworząc godzinny album przyjmujący formę listów w całości zadedykowanych legendzie - Krzysztofowi Komedzie. Swą gatunkową fuzją wykreował i samodzielnie uzupełnił nową przestrzeń w rodzimej muzyce. Przestrzeń ta wcale nie okazuje się jazzowym gettem, a przestrzenią bez dźwiękowych granic. Takimi artystami mogą być również Zimpel / Ziołek wspólnie eksplorujący repetycyjne medytacje i jazzową ekspresję oraz akustyczną wrażliwość i elektroniczne eksperymenty a także Hubert Zemler, który poprzez wirtuozerską techniką gry wydaje się absolutnie wolny, wyzbyty jakichkolwiek ograniczeń.

 

To już koniec ogłoszeń organizatorów,  skład jest już kompletny. Jestem niezwykle ciekawa wizyty tejże śmietanki towarzyskiej muzyki elektronicznej z całego świata. Katowice będą błyszczeć. Szczerze nie mogę się doczekać. 
Autor:

Karolina Kobielusz