Wspomnienie o Molly Nilsson, i fakt, dla którego należy wybrać się na Green Zoo Festival.

Wydarzenia

Program Green Zoo Festival charakteryzuje się obecnością zupełnie niszowych i awangardowych wykonawców, których muzyka nie jest skażona zbytnim wpływem mediów czy skrajnym fejmem. Idealna okazja, aby zobaczyć twórcę przed jego rozkwitem. Można powiedzieć, że bez przepychu - ale na bogato. A dlaczego? Formacje,  które festiwal gościł we wcześniejszych edycjach, nie pojawiają się na scenach tak często, aby bezproblemowo ujrzeć je na żywo, a przynajmniej w Polsce. Zaznaczyć również trzeba całkiem istotny fakt w tym wszystkim. Mamy okazje na bezpośredni kontakt z artystą, który nie stoi na wielkiej scenie, a na wyciągnięcie naszej dłoni. Nigdy nie zapomnę zresztą fenomenalnego performance’u Jerusalem in my Heart, oprócz kapitalnego połączenia dźwięków i wizualizacji, można było zobaczyć jak przeprowadzić gastroskopię w niecywilizowanych warunkach, a dodatkowo usłyszeć co Radwan Ghazi Moumneh zjadł na obiad w Krakowie. 

 

Green Zoo Festival  rusza z końcem maja, a dokładnie od 26 maja i trwa do 1 czerwca.  Z pośród tego skromnego grona artystów, zdecydowałem się wybrać jednego, a mianowicie jedną, bo te kilka słów poświęcone będą Molly Nilsson

 

 

 

W zasadzie, ta trzydziestoletnia samotna kompozytorka pochodząca  ze Szwecji, w stu procentach wstrzela się w klimat festiwalowy. Prosta, zupełnie nieskomplikowana i nieco smutna muzyka, nagrana prawdopodobnie w domu bądź w jakimś kiepskim studio, na wylot przesiąknięta wrażliwym słowem. Sama określa się jako "one man band". Można się więc domyślić - na scenie pojawi się tylko ona. Nie będzie to moje pierwsze spotkanie z Molly, a więc zapewnić mogę - nadaje to niewyobrażalnego klimatu. 

 

Przypuszczam, że jest tutaj sporo osób, które pamiętają koncerty Szwedki sprzed paru lat, kiedy nie chciała pieniędzy za swoje występy, a jakiś drobny upominek.  Może właśnie taki gest w kierunku słuchacza wyrobił wokół niej taką charakterystyczną i ciepłą otoczkę. Z późniejszymi wydarzeniami na których się pojawiała było nieco ciężej. Obfita frekwencja powodowała, że klub pękał w szwach. Trzeba było się solidnie napracować by odpalić papierosa. Jeśli w ogóle udało się wejść do środka. 

 

Wydaje mi się, że od tego czasu się sporo pozmieniało a przynajmniej jej rozpoznawalność w środowisku muzycznym. Niemniej jednak, chętnie wracam do tych rozkosznych melodii co jakiś czas, a jeśli tylko jest możliwość, z przyjemnością posłucham na żywo.

 

Link do wydarzenia : KLIK 

Autor:

Przemek Zapała